Opinie kursantów
Publikujemy wszystkie opinie, które dostajemy — także krytyczne, bo z nich najwięcej wynika dla kogoś, kto się dopiero zastanawia. Podpisujemy imieniem i nazwą szkolenia, nigdy pełnym nazwiskiem bez zgody.
Cała nasza grupa była zachwycona zajęciami, zarówno częścią praktyczną w terenie (bakcyl wspinania złapany bezpowrotnie), jak i wykładami. Daleko im było do nudnego wyobrażenia o wykładach — moglibyśmy słuchać godzinami opowieści, które nam przytaczałeś. Rozmawialiśmy jeszcze długo po powrocie z zajęć i analizowaliśmy nowo poznane informacje. Ogromna wiedza i doświadczenie robią wrażenie, ale dodatkowo masz niezwykłą umiejętność jasnego tłumaczenia i wyczerpującego odpowiadania na każde pytanie. Takich nauczycieli spotyka się niezwykle rzadko.
Dla mnie wspinanie to kontynuacja pasji, a dla Lidii była to zupełna nowość. Postanowiliśmy zacząć wszystko od początku, od kursu skałkowego ze skierowaniem na kurs taternicki. Pogoda nie rozpieszczała, ale właśnie taka pozwala lepiej się skupić na tym, co zostaje wykładane i wywspinane. Teoria przemieszana z praktyką, kolejne drogi, cała masa wiedzy wiązana w węzłach, zakładanych kościach, przewlekanych repikach. Dziesiątki zjazdów, przepinek, budowy i likwidacji stanowisk. Zero presji, zero strachu, że coś może pójść nie tak. To, że dziś możemy się pochwalić poważnymi dla nas drogami w wapieniach czy tatrzańskich granitach, zawdzięczamy tej szkole.
Pierwszy raz widzę skałę, pierwszy raz jej dotykam, nie mówiąc o wchodzeniu na to coś — emocje nie do opisania. Sto procent pozytywnej energii, dwieście procent cierpliwości i spokoju. Takich słów wcześniej nie znałam, wieczorem wszystko analizowałam, głowa mi pękała od tej wiedzy — ale jakoś zaczynało się to kleić w spójną całość. Mijały kolejne dni, a panika rosła: nie ogarnę. Ale od pierwszego siniaka wiedziałam, że to jest to. Z perspektywy czasu naprawdę się dziwię, że mnie nie odesłałeś do domu.
Część praktyczna kursu u Krzyśka była bardzo dobrym zakończeniem kursu wspinaczkowego w klubie wysokogórskim, ale też okazją do nauczenia się czegoś zupełnie nowego — zarówno z techniki, jak i z taktyki wspinania. Cała nasza czteroosobowa grupa była pod dużym wrażeniem kompetencji i zaangażowania. Praktyczna znajomość rejonów i pragmatyczne podejście do szkolenia zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Teraz niemal co roku mój starszy syn bierze udział w obozach przygodowo-wspinaczkowych.
Już po obozie mogę powiedzieć, że to był pierwszy wyjazd Jarka bez mamy i z całkiem nowymi dla niego ludźmi. Dzięki przygotowaniu fizycznemu na sekcji u Mateusza czuł się pewnie na ścianie. Dziękuję jeszcze raz za to, że tak dobrze wszystko poszło.
Nie dzwoniliśmy w niedzielę, bo byliśmy pewni, że ma Pan urwanie głowy. Chcemy bardzo podziękować za ten obóz. Sądząc po zdjęciach i relacjach dzieci, wspinanie było naprawdę poważne, a jednocześnie bezpieczne. Na dodatek dzieci zaliczyły dużo samodzielności i mocno się odkomercjalizowały — czego one może tak bardzo nie doceniają, ale my owszem.
Dziękujemy za bardzo udany obóz. Małgosia już zgłasza chęć wzięcia udziału w przyszłorocznym, wspominała też o turnusie ze starszymi dziećmi, o którym Pan jej mówił. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się zgrać terminy.
Byłeś na kursie? Napisz, jak było
Publikujemy w całości, razem z krytyką — z niej wynika najwięcej dla kogoś, kto się dopiero zastanawia.